jestem jedyny wyzwolony

albo jedyny głupi.

Są zajęcia, wykładowca ma dwa zwroty na stanie „to jest proste” i pytanie retoryczne „studenci rozumieją”. Generalnie ja częściowo nie rozumiem /bo moim zdaniem tłumaczenie humanistom zasad działania logicznego za pomocą wzorów matematycznych jest bezsensem/ więc torpeduję te stwierdzenia. Wychodzę z prostego założenia że skoro mam umieć, a wykładowca powinien mnie nauczyć to niech widzi że się nie sprawdza i poszuka innej drogi do realizacji celu.

Efekt takiego postępowania jest nienajgorszy :) bo faktycznie wykładowca czasem stara się tłumaczyć. Niestety jako produkt uboczny mam to że koncentruje się na mnie z kolejnymi pytaniami a ja odsłaniam swoje morze niewiedzy :)

Moje rozumowanie jest proste przyszedłem na studia /oprócz browara/ po wiedzę, więc używam wykładowcy zgodnie z przeznaczeniem. Jestem w stanie pojąć że można się wstydzić własnej niewiedzy, ale siedzenie po cichu nie zrobi mnie mądrzejszym, ani tym bardziej egzaminu prostszym. I to tyle chciałem powiedzieć /zwłaszcza moim dziewczynom :)/ w kwesti przytakiwania wykładowcy że wszystko jasne, a późniejszym wywodom na przerwie że nic nie rozumiecie.

Jak się wstydzicie niewiedzy to go zapytajcie jak się karmi piersią dziecko przecież „to jest proste” a skoro taki z niego „nowoczesny europejczyk” niech odpowiada.

Riddiculus działa! /dla niewtajemniczonych/

Autor: Niedoszły Bibliotekarz

Dinozaur pamiętający czasy LOAD "*",8,1 oraz szczęśliwy posiadacz BBS-a przez tydzień. Wizjoner, z żalem w sercu obserwujący jak "dziki zachód" internetu upada na kolana pod wpływem polityków i korporacji. Aktualnie informatyk od tonerów w bibliotece publicznej, oraz techniczny w fundacji proekologicznej. Wyznawca synergii oraz Pastafarianizmu. Możesz go podglądać na Facebooku (ale do września raczej nic nowego nie zobaczysz) czy Twitterze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *