palenie zabija – i co z tego? syrop fruktozowo-glukozowy też

Jakoś nie mogę się wyzwolić od „politykowania” co i rusz pomysły przedstawicieli narodu doprowadzają mnie do rozpaczy.

Rozumiem Państwo traci kasę z akcyzy na tytoń na leczenie palaczy, no to wymyślają zakaz reklam papierosów, obklejają papierosy i tytoń swoimi reklamówkami. OK może któryś z palaczy jeszcze nie wie co to rak i się dowie dzięki temu. Jestem w stanie zaakceptować takie działania bo godzą wyłącznie w producenta używki.

Rozumiem i popieram zakaz palenia w windach, na przystankach i innych skupiskach ludzi  gdzie nie da się odseparować palaczy od abstynentów.

Co innego pomysły globalnego zakazu palenia w knajpach! Wkurza mnie koncepcja odgórnego wprowadzenia zakazu palenia we wszystkich lokalach. To kładzie ten biznes a mnie ubezwłasnowolnia odbiera mi podstawowe prawo do decydowania o sobie, to moja żecz czy  lubię się wędzić mimo iż nie palę.

Wódka lubi dym i koniec!

Jeszcze 5 lat po rzuceniu palenia jak wypiłem to paliłem. Wracając do tematu pomysł taki godzi w podstawowe prawo prowadzenia biznesu. Owszem w imię dobra publicznego można wprowadzić jakieś restrykcje ale zakazywać całkowicie to już przegięcie i tworzenie złego prawa. Prawo ma być dla wszystkich ludzi i nie powinno dyskryminować restauratorów, właścicieli pubów, czy też mnie szarego człowieczka.

Nie pamiętam gdzie ale wprowadzono podział na knajpy dla palących i dla abstynentów ale to właściciel biznesu się decydował czy prowadzi lokal z dymem czy dla niepalących. Można nakazać temu co zgadza się na palenie, aby wywalił wielkie szyldy że to knajpa dla palaczy, albo niech powiesi banner że palenie powoduje impotencję, wisi mi to, ale nie wolno odbierać mu prawa do zabieganie o paląca klientelę.

Weźmy świetną knajpę Klimaty Kulinarne u nich się nie pali a restauracja mimo to pęka w szwach. Powiem więcej nie wyobrażam sobie aby u nich można było palić. Dla porównania weźmy pobliski pub Nora która przez ponad rok stanowiła mekkę mojego rocznika bibliotekoznawstwa, a jedna dziewczyna od nas wyrwała im barmana i jest teraz jej mężem ;) Nie wyobrażam sobie Nory z zakazem palenia, po prostu nie, to jest knajpa gdzie palić trzeba !!

Tworzenie złego prawa tylko po to by zyskać lobby abstynentów jest tanim graniem pod publiczkę i już.

Czemu nasze p osły nie zajmą się syropem glukozowo-fruktozowym i wprowadzeniem jak Meksyk zakazu jego używania skoro to obecnie zabójca nr. 1 w Ameryce (to właśnie on jest główną przyczyną otyłości społeczeństwa) mamy szansę uniknąć takiego problemu zanim przeciętny obywatel będzie jeszcze grubszy niż ja obecnie i na jego zdrowie będą musiały iść z budżetu wielkie kwoty a akcyzy na syropek niema :>

Informacje o Niedoszły Bibliotekarz

Dinozaur pamiętający czasy LOAD "*",8,1 oraz szczęśliwy posiadacz BBS-a przez tydzień. Wizjoner, z żalem w sercu obserwujący jak "dziki zachód" internetu upada na kolana pod wpływem polityków i korporacji. Aktualnie menedżer informacji zarządzający treścią w kilku projektach różnej wielkości. Wyznawca synergii oraz Pastafarianizmu. Możesz go podglądać na Google+ , Facebooku czy Twitterze
Ten wpis został opublikowany w kategorii mózgownica i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „palenie zabija – i co z tego? syrop fruktozowo-glukozowy też

  1. Malin pisze:

    Głupoty gadasz. Zakaz palenia niczego nie kładzie, co pokazały przykłady w wielu krajach, nie tylko w Europie. Może okresowo zmniejszyć obroty, ale wszędzie, gdzie jest zakaz palenia knajpy mają się doskonale. Co więcej, zacytuję artykuł z Newsweeka:

    "Badania ekonomistów pokazują, że poza wąskim wycinkiem rynku, związanym bezpośrednio z papierosami, rygorystyczny zakaz palenia nie wpływa destrukcyjnie na gospodarkę. Przeciwnie: we Włoszech, gdzie pięć lat temu zakazano palenia w miejscach publicznych, wydajność pracy wzrosła średnio o 2-3 procent – do takich wniosków doszli analitycy firmy Accutanza specjalizującej się w doradztwie personalnym. Pracowników od obowiązków przestały odciągać przerwy na dymka".

    W ogóle cały artykuł jest wart przeczytania: http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczens

    Przestałem chodzić do knajp (zdarza mi się może raz na dwa miesiące), bo miałem dość siedzenia w smrodzie, dość ubrań przesiąkniętych smrodem, dość smrodzenia mi w twarz. Nie rozumiem tego zachowania. Ja nikomu nie pierdzę w twarz przy piciu piwa, dlaczego więc inni się tak zachowują?

    A z tym syropem to już w ogóle nie trafiłeś. Otyłość innej osoby mnie nie obchodzi, bo mi nie śmierdzi pod nosem jak gdzieś siedzę. Różnica jest zasadnicza.

  2. Kikuchi pisze:

    Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna drugiego. A w przypadku, kiedy ktoś przy mnie pali, ogranicza moją wolność.

    Podobnie jak Malin przestałem chodzić do knajp właśnie ze względu na to, że są przesiąknięte dymem. Więc kto wie — może to właśnie zakaz zwiększy im obroty? ;-)

  3. Mishyann pisze:

    Przyłączę się :) Jestem osobą popalającą i często w knajpach właśnie sięgam po papierosa ale zdarza się również, że knajpiana "zawiesista" atmosfera zaczyna mi już przeszkadzać po kilku godzinach "piwkowania". Uważam, że każdy znając swoją granicę tolerancji na dym papierosowy ma prawo decydować czy się na niego naraża, czy nie i w związku z tym decyduje, czy zagląda do knajp gdzie się pali, czy nie. Próby centralnego regulowania takich spraw są przykładem ograniczenia wolności. W przypadku gdy siedzę naprzeciwko kogoś kopcącego jak lokomotywa mam możliwość ponegocjowania z nim, sama siedząc z osobami niepalącymi upewniam się zawsze czy nie przeszkadza im to, że zapalę. Jeśli zostanie to uregulowane odgórnie nie będzie już tu miejsca na wolność i świadome decyzje dorosłych przecież ludzi.

    Rozwiązanie z podziałem knajp na te dla palących i niepalących jest dobrym pomysłem, jednak myślę że nasunie się samo bez żadnych regulacji, kiedy właściciele docenią fakt, że nie-palacze stanowią coraz liczniejszą grupę i można na tym po prostu zarobić. Zresztą – takich knajp w samych Katowicach znam już kilka, bywam tam z osobami niepalącymi właśnie :) A z pewnością jest takich miejsc dużo więcej.

  4. Niedoszły Bibliotek pisze:

    I to właśnie jest to! zamiast porozmawiać z właścicielem knajpy którą lubicie że dym zabija wam smak piwa i niech coś z tym zrobi, zrezygnowaliście z picia w knajpie, pewnie nawet mu o tym nie mówiąc. Zapewniam że restauratorzy są nastawieni na zyski przy odpowiedniej liczbie takich zgłoszeń zastanowili by się nad propozycją redukcji kosztów, wszak nie trzeba wtedy kupować i myć popielniczek, można rzadziej malować itd.

    NIE wspieracie tego co lubicie lokalnie, tylko rezygnujecie. Czemu nie chodzicie do knajp gdzie się nie pali jak przykładowo cytowana wcześniej "Klimaty Kulinarne"? (tak reklamuję ją bo jest bez dymu papierosowego :))

    Na jakiej podstawie całkowicie zabraniacie wszystkim innym robić to co lubią albo generuje im zyski? bo łatwiej przyklasnąć ograniczeniu wolności, niż samemu coś sensownego zrobić? Lansujcie niepalenie w knajpach.

    Skoro jest tylu nieszczęśliwych niepalących to wybierzcie knajpę w okolicy, zbierzcie trochę osób, zróbcie duże zamówienie i powiedzcie własicielowi że jak wprowadzi zakaz palenia będziecie przychodzić często. Pokażcie mu że jest teraz trendy nie palić i jest was dużo. Jeśli zrobi lokal dla niepalących wesprzyjcie go w reklamie, pijcie u niego piwo bez dymu i gotowe. Bez przepychanek partyjnych, wprowadzania prohibicji i zakazów od górnych ograniczających społeczeństwo. Jak restaurator poczuje zysk to czemu miałby wam odmówić? Wystarczy chcieć i działać.

    Jak pisałem miejsca wspólne których się nie da odseparować powinny być bez dymu, ba powiem więcej bez krzyży, i innych tęczowych flag. Idąc waszym tokiem rozumowania powinno się zburzyć różnorodne kościoły i pozostawić tylko jedyny słuszny bo cała reszta to herezja i samo zło.

    Skoro mogą razem funkcjonować synagogi, cerkwie, zbory i najczęściej spotykane u nas kościoły rzymsko katolickie to również mogą funkcjonować miejsca dla palących i dla tych co nie palą, wystarczy chcieć współistnieć a nie narzucać wszystkim jedno słuszne rozwiązanie.

    Poszanowanie prawa drugiej strony jest zawsze cenne w każdej materii.

    @Malin

    Nie zgodzę się z Tobą właśnie że zakaz palenia kładzie i to w dodatku coś co mam najcenniejsze – moją wolność wyboru.

    Co do syropu to przeczytaj jeszcze raz proszę co napisałem (chodzi o problem zdrowotny społeczeństwa otłuszczenie zabija tak samo jak rak od papierosów) a sprawa powinna cię obchodzić :) bo to z twoich podatków i ZUS-ów ja i inne grubasy będą leczone :/

    @Kikuchi

    Właśnie o to chodzi żeby abstynent i nałogowiec się odseparowali, a nie jeden drugiemu coś narzucał.

    Aby uniknąć niedomówień, nie palę, bo fajka raz na miesiąc w zaciszu domowym moim zdaniem nie jest paleniem :)

  5. Malin pisze:

    @Mishyann: a gdzie w Katowicach takie można znaleźć? Ja kojarzyłem tylko Big Blue, ale knajpa nie przetrwała zbyt długo…

    @Niedoszły: ja nie jestem od tego żeby chodzić z petycjami do restauratorów, ja chcę przyjść do knajpy na piwo, a nie uświadamiać społeczeństwo. Głosuję nogami: knajpa mi nie odpowiada – nie chodzę. Ale w przypadku palenia jestem w zdecydowanej mniejszości i długo jeszcze tak będzie. Dlatego jestem za zakazem.

    Mówiłeś, że zakaz palenia kładzie biznes, do tego się odnosiłem, nie do Twojej wolności wyboru. A tego też nie masz ograniczonego, palić możesz sobie w domu, nikt Ci nie zakazuje. Jeszcze :-)

    Co do syropu to może fakt, zagalopowałem się i nie zajarzyłem porównania :-)

  6. Niedoszły Bibliotek pisze:

    He ja tam jestem burakiem i mówię co chcę, podobno to jest jakiś wycinek asertywności w nowej mowie. Od rozmowy się zaczyna, a gdzie się dojdzie tego często nie wiadomo. Jeśli pięć zdań by mogło zrobić mi w efekcie "dobrze" to czemu nie rozmawiać? Przykładowo ponarzekałem w kiosku pod domem kilka lat temu i miła Pani wprowadziła do swojej oferty handlowej proszek do zmywarek, nie muszę do supermarketu jeździć. Skoro ma go w ofercie od lat, znaczy się pomysł się sprawdził i zarabia na nim. A było to tylko zwrócenie uwagi że chciałbym kupić a ona nie ma i żartobliwe pytanie kiedy "to kiedy Pani go dla mnie sprowadzi" :) Inną sprawą jest że sprowadziła i musiałem kupić, choć miałem już inny z supermarketu ale gęba nie cholewa ma się jedną. Tak więc jeśli chce się mieć knajpę bez dymu to moim zdaniem trzeba rozmawiać, może akurat jakiś właściciel poczuje pismo nosem. Obserwuję od jesieni Klimaty Kulinarne i są coraz bardziej okupowane, więc można knajpę bez dymu prowadzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *