Pracuję w fabryce

Od początku roku pracuję w fabryce. Doprowadziło to do ciekawych obserwacji związanych z obiegiem informacji jaki tam panuje. Jeśli większość firm tak działa, to nie mam pojęcia jak świat może się kręcić :/

Weźmy przykład Pana Q.

Nie wiem jak było naprawdę, ale to nie istotne chodzi o pokazanie mechanizmu utraty informacji na przykładzie, to samo by się stało gdyby Pan Q odszedł do krainy wiecznych łowów np. w wyniku zawału.

  1. Pan Q. był aktywnym pracownikiem, ale fabryka postanowiła się z nim rozstać.
  2. Na wieść o rozstaniu Pan Q się rozchorował. Choroba rzuciła mu się na pamięć i „zapomniał” haseł oraz nad czym pracował. Objawy wskazują na agnitio defectum oeconomicum.
  3. Ponieważ Pan Q prowadził kilka istotnych spraw dla fabryki a dostęp do jego wiedzy zniknął razem z nim, zaczęły powstawać opóźnienia.

Jakie straty ponosi fabryka z powodu utraty jednego, choć wcale nie kluczowego pracownika?

Nie podejmę się wyceny ale:

  • kilkanaście folderów reklamowych fabryki trzeba było wykonać na nowo (z tym samym deadline) więc cena rośnie/albo jakość spada bo startu produktu nie da się przesunąć.
  • fabryka miała uruchomić sprzedaż przez internet i nagle się okazało że nikt w fabryce nie wie praktycznie nic na temat projektu sklepu internetowego, wszelkie ustalenia prowadził Pan Q. Sklep miał ruszyć w kwietniu, obecnie (lipiec) trwają testy wersji alfa (choć wykonawca twierdzi że to gotowy produkt) czyli może we wrześniu sklep internetowy ruszy.
  • Pan Q pozakładał konta gdzieś w internecie żeby trzymać/udostępniać firmowe pliki z racji braku fabrycznego ftp (organizacja zasobów to materiał na wielki osobny wpis) i oczywiście nikt nie wie gdzie to wszystko leży i z jakimi hasłami, poszczególne osoby tylko pamiętają że skądziś pobierały…
  • Przeładowany obowiązkami informatyk traci czas na odzyskanie i udostępnienie danych zawartych na dysku w laptopie Pana Q
  • Nie wiadomo ile przydatnych dla fabryki adresów i nr telefonów odeszło razem z Panem Q

To wycinek strat, tylko te o których wiem, Pan Q prowadził wiele innych tematów, których nie widać z mojego kącika w fabryce więc pewnie jest ich więcej. Istnieją sposoby aby minimalizować takie straty, może kiedyś o nich napiszę.

Szczęście fabryki polega na tym że Pan Q nie używał szyfrowania dysku, ani w wyniku choroby go nie skasował, dzięki czemu część plików i pocztę udało się odzyskać. Wydobycie informacji na tematy związane ze sklepem spośród kilku tysięcy emaili zajęło mi 2 dni i też nie wiem czy są to wszystkie ustalenia z dostawcą sklepu. Samo odzyskanie częściowych danych o sklepie internetowym kosztowało fabrykę ponad 4 dni robocze (ja, informatyk transport sprzętu itd.). Utracone z Panem Q foldery reklamowe trzeba było zrobić na nowo. Jest szansa że w odzyskanych mailach są adresy i dostępy do danych umieszczonych na zewnętrznych serwerach, ale fabryka nie dysponuje taką ilością osób żeby przeczytać te kilka tysięcy emaili Pana Q…

Nie wymieniłem tu strat fabryki z tytułu ustalenia kto miał się zajmować sklepem, trzeba było odkopać kto był w komisji zajmującej się powstaniem sklepu, zajmować tym ludziom czas żeby określili co było planowane/ustalone, praktycznie drugi raz tracili czas na to samo. Fart że okres był przed urlopowy, gdybym zaczął zbierać okruszki wiedzy sklepie internetowym teraz, sklep nie powstałby  w tym roku i pewnie poleciały by głowy.

Wracając do głównego przekazu – fabryka dała (i daje) ciała nie zabezpieczając własnych danych i własnej wiedzy. Podobno jest przeprowadzany jakiś w miarę kompleksowy audyt fabryki, ale coś czuję że wskaże jak to jest w niej świetnie i dobrze. Zdaje się że audytorzy są zależni od fabryki i ważniejsza może być dobre samopoczucie niż uzdrowienie firmy :(

Kiedyś dyrektor wezwał mnie na dywanik, pozwoliłem sobie przy okazji powiedzieć że w fabryce nie ma przepływu informacji… Rety jakiego obudziłem smoka, więcej się nie wychylę, w imię czego ma mnie zeżreć.

Ot tak musiałem się podzielić tym że wiedza wskazana w IINiSB może się przydać w życiu. O tyle, ile ktoś jest zainteresowany czymś więcej niż papierkiem, posiądzie ją i spojrzy przez jej pryzmat na otaczający go świat.

 

Autor: Niedoszły Bibliotekarz

Dinozaur pamiętający czasy LOAD "*",8,1 oraz szczęśliwy posiadacz BBS-a przez tydzień. Wizjoner, z żalem w sercu obserwujący jak "dziki zachód" internetu upada na kolana pod wpływem polityków i korporacji. Aktualnie informatyk od tonerów w bibliotece publicznej, oraz techniczny w fundacji proekologicznej. Wyznawca synergii oraz Pastafarianizmu. Możesz go podglądać na Facebooku (ale do września raczej nic nowego nie zobaczysz) czy Twitterze

2 komentarze

  1. LOL. Powiem tak: skąd ja to znam. Nie ważne czy firma mała czy firma duża… Wszędzie się znajdą takie fuckupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *