Słonko przygrzało najwyraźniej za mocno albo co, tak czy siak poszedłem dziś szukać wiosny i chyba nawet znalazłem jakieś jej pierwsze oznaki.

Przyjdzie wiosna

Zimno. Wiatr w polu hula,
Wyje jak zwierz,
Śniegi podrywa, dusza ma jakaś ponura,
Kiepsko dziś jest!
Ale coś w serce mym śpiewa: Nie martw się!
Bo przyjdzie wiosna znów!
Zawoła: “Przebudź się, ziemio! Przebudź
Z głębokiego snu!”
Znów wyjrzy słońce,
Zazielenieje trawka na łące,
Wybuchnie wiosna i jak wiatrem rozwieje
I smutek i zmartwienie!

Maksim Bahdanowicz


Swoją drogą to Julek wcale nie był grzecznym chłopcem :D

Wiosna

Serce pęcznieje, nabrzmiewa,
Wesele musuje w ciele,
Można oszaleć z radości,
O, moi przyjaciele!

Od stóp do głowy krąży
Potok niepowstrzymany!
Pomyślcie, co się dzieje!
Jaki to pęd opętany!

Jak bardzo jest! jak wiele!
Jak żywo, zupełnie, cało!
- Chodź, Młoda do Młodego
Ojcostwa mi się zachciało!

Tuwim Julian

No po prostu nie do wiary co się dowiedziałem! Ponoć w robocie nr 3 mój podpis pod ich stronami wywołał aferę!

Na jesieni stworzyłem skórkę do wordpresa na potrzeby roboty nr 3. Zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami w stopce umieściłem linka do wordpressa bo na jego silniku ich strony działają i linka do tegoż bloga, czyli prawie to samo co u mnie w stopce się mieści. Wyglądało to jak poniżej.

Wordpress theme by arek

Chyba nawet mniejszymi literkami i podpis tonął pod ich stopką firmową, a przy okazji dodawał linię żeby grafiki obok się im nie chowały (teraz mają białe dziury), czyli nic wielkiego szczypiącego w oczy itd.

Tak to sobie do dzisiaj stało, bo dziś sensacja ktoś odkrył że jest podpis autora skórki i w dodatku linkuje do jego strony domowej! Ciekawe bo jak strony były odbierane to nie przeszkadzało, a teraz przeszkadza, cóż bywa może nikt wtedy nie czytał tych malutkich literek na dole strony.

Skasowałem podpis i tyle, ale kto by się spodziewał że malutki  wspierany zresztą ustawą  o prawie autorskim (Dz.U. 1994 Nr 24 poz. 83 art.16) podpis autora może wzbudzić emocje.

Najbardziej interesuje mnie co tak naprawdę było źródłem sensacji, umieszczenie linka jako takiego, czy zawartość bloga do którego prowadzi? :devil:

Jako wolny strzelec pozwoliłem sobie na przedefiniowanie strony firmowej, wszak firma to ja, a co lepiej pokazuje zasady którymi się kieruję niż mój blog? Kiedyś owszem miałem firmową stronę, zresztą nadal wisi w sieci. Adresu nie podaję bo wstyd, nieaktualizowana od kilku lat (szewc i dziurawe buty) czeka aż znajdę chwilę na połączenie portali społecznościowych gdzie się udzielam, bloga i domeny .tel w jeden system rozproszonej wiedzy o mojej firmie. Zresztą to chyba najlepsze wyjście w kierunku którego migruje wszystko w sieci. Strony firmowe zaczynają się rozmywać.

Najciekawsze są statystyki z wejść jakie wygenerował podpis. Od 1 stycznia do czasu skasowania linków (wczoraj godzina 16) analytics odnotował aż 14 odwiedzin z czego 9 wczoraj, wniosek prosty afery ściągają widownię :lol:

Pozdrawiam wszystkich czytających zwłaszcza z roboty nr 3

Jakoś nie mogę się wyzwolić od “politykowania” co i rusz pomysły przedstawicieli narodu doprowadzają mnie do rozpaczy.

Rozumiem Państwo traci kasę z akcyzy na tytoń na leczenie palaczy, no to wymyślają zakaz reklam papierosów, obklejają papierosy i tytoń swoimi reklamówkami. OK może któryś z palaczy jeszcze nie wie co to rak i się dowie dzięki temu. Jestem w stanie zaakceptować takie działania bo godzą wyłącznie w producenta używki.

Rozumiem i popieram zakaz palenia w windach, na przystankach i innych skupiskach ludzi  gdzie nie da się odseparować palaczy od abstynentów.

Co innego pomysły globalnego zakazu palenia w knajpach! Wkurza mnie koncepcja odgórnego wprowadzenia zakazu palenia we wszystkich lokalach. To kładzie ten biznes a mnie ubezwłasnowolnia odbiera mi podstawowe prawo do decydowania o sobie, to moja żecz czy  lubię się wędzić mimo iż nie palę.

Wódka lubi dym i koniec!

Jeszcze 5 lat po rzuceniu palenia jak wypiłem to paliłem. Wracając do tematu pomysł taki godzi w podstawowe prawo prowadzenia biznesu. Owszem w imię dobra publicznego można wprowadzić jakieś restrykcje ale zakazywać całkowicie to już przegięcie i tworzenie złego prawa. Prawo ma być dla wszystkich ludzi i nie powinno dyskryminować restauratorów, właścicieli pubów, czy też mnie szarego człowieczka.

Nie pamiętam gdzie ale wprowadzono podział na knajpy dla palących i dla abstynentów ale to właściciel biznesu się decydował czy prowadzi lokal z dymem czy dla niepalących. Można nakazać temu co zgadza się na palenie, aby wywalił wielkie szyldy że to knajpa dla palaczy, albo niech powiesi banner że palenie powoduje impotencję, wisi mi to, ale nie wolno odbierać mu prawa do zabieganie o paląca klientelę.

Weźmy świetną knajpę Klimaty Kulinarne u nich się nie pali a restauracja mimo to pęka w szwach. Powiem więcej nie wyobrażam sobie aby u nich można było palić. Dla porównania weźmy pobliski pub Nora która przez ponad rok stanowiła mekkę mojego rocznika bibliotekoznawstwa, a jedna dziewczyna od nas wyrwała im barmana i jest teraz jej mężem ;) Nie wyobrażam sobie Nory z zakazem palenia, po prostu nie, to jest knajpa gdzie palić trzeba !!

Tworzenie złego prawa tylko po to by zyskać lobby abstynentów jest tanim graniem pod publiczkę i już.

Czemu nasze p osły nie zajmą się syropem glukozowo-fruktozowym i wprowadzeniem jak Meksyk zakazu jego używania skoro to obecnie zabójca nr. 1 w Ameryce (to właśnie on jest główną przyczyną otyłości społeczeństwa) mamy szansę uniknąć takiego problemu zanim przeciętny obywatel będzie jeszcze grubszy niż ja obecnie i na jego zdrowie będą musiały iść z budżetu wielkie kwoty a akcyzy na syropek niema :>

Biblioreklama :

“Paweł Babańczyk nie był od dawna w bibliotece i nie jest mądrzejszy od piątoklasisty”

(jak sam mówi)

no sorry ale dziobanie orgazmacji daje po głowie

W ramach nauki do orgazmacji i zaliczania ćwiczę youtube :P

też mam złudzenie

nie tylko ja wierzę :)

a ile i ja bym dał, bo to właśnie drugi termin

dobra koniec smutów sprawa jest prosta:

Idziemy po zwycięstwo !!!

Ostatnio ktoś pokazał mi taki fajny obrazek wzbogacony moim opisem w czerwonych ramkach fragment do którego nawiązuje jest poniżej

linia czasu pokazująca lata przed i po google

Wprowadziłem do swojego języka nową datę przełomową B.G. i domyślnie nie wymieniane A.G. to taki równoważnik jak p.n.e i n.e tyle że oparte o Google nie o Chrystusa.

Zdecydowałem się na taki krok nie bez kozery i choć dla niektórych zapewne będzie świętokradztwem to co uważam, ale zmiany jakie wprowadza wielkie G będą moim zdaniem większe niż te wprowadzone przez Wielkiego Ch.

Wielkie G ma lepsze narzędzia do propagacji idei swojej wiary i tyle. Czy będzie przelane tyle krwi co za Chrystusa to nie wiem ale wielkie G jest równie pazerne co Kościół a to się kończy rozlewem krwi. Póki co anektują co się da i okrzykują swoim podobnie jak Kościół w średniowieczu (np. sobótka vel wigilia św. Jana) Mają wpływ na to co wiemy i wiedzą o nas więcej niż czarni prowadzący skrupulatne księgi kto ich wpuścił po kolędzie a kto nie.

Chrześcijaństwo pierwotne było inne niż obecne i z wielkim G też tak będzie. Jak już połknie świat i zacznie zżerać własny ogon wtedy wszyscy zapłacą podatki jakie nałoży. Skończą się darmowe usługi a ponieważ konkurencja zostanie w pień wycięta lub wchłonięta, będziemy płakać i płacić.

Już tłumaczę o czym piszę w czasach B.G. miałem wybór wyszukiwarki spośród kilkunastu różnych choćby jeszcze pamiętane hotbot, yahoo, altavista, excite, metacrawler, astalavista ;) infoseek, netoskop, czy przez jakiś czas moja ulubiona wyszukiwarka treści z wyszukiwarek emulti, sprawdźcie ile z nich przetrwało radosny pochód wielkiego G.

W czasach B.G. wystarczyło kilka kroków i można było spokojnie zadać pytanie na grupach dyskusyjnych “Jak sąsiadowi powiedzieć żeby pornole oglądał ciszej bo u mnie dziecko słucha”  i spać spokojnie że sąsiad nie będzie cię omijać, a teraz zadaj takie pytanie a sąsiad cię zwymyśla bo szukając swojego adresu w sieci może je dostać na tacy. A nie daj bóg żeby jeszcze  do tego jakiś wykop effect się zrobił bo cała ulica będzie się z sąsiada (w sumie bogu ducha winnego) śmiała i gość może do sądu o znieważenie publiczne wystąpić albo bezpośrednio naklepać po twarzy.

I jeszcze ta wszech obowiązująca powoli tandeta, prawie połowa serwisów w wersji beta (fakt z ubiegłego tygodnia “no opublikowaliśmy taki bo już reklamy poszły do mediów i coś trzeba było pokazać”), dotyczy to również innych firm nie tylko googla weźmy np. mico$oft czy może być dopracowany nowy system w 2 lata? Już się mówi że win7 za 2 lata będzie starym systemem a ja nadal nie mam wszystkich sterowników dla sprzętu, abstrahując od jego braku kompatybilności w dól.

Coraz szybciej coraz gorzej, a jak wielkie G faktycznie wygra batalię o sieci komórkowe to po pszczołach :( a w niedługim czasie i po ludzkości :(

i tym optymistycznym akcentem niczym w Day After “W życiu na ziemi udział wzięli…” idę dziobać na niedzielny egzamin.

Dziś to już nawet jak na mnie zgięcie 5 laptoków uruchomionych a każdy furczy burczy i przegrywa co nastraja do rozmyślań.

Siłą rzeczy przeglądam co się przegrywa czasem sprawdzam czy poprawnie się przegrało i tu jest własnie pies pogrzebany.

Informatyk = Ksiądz spowiednik

Do takiego wniosku doszedłem :)

Zawartość tych lapków jest  jak spowiedź ich użytkowników. I to taka gorąca spowiedź która nic nie ukrywa. Komputery miały być czyste od spraw osobistych wszak to służbowe maszynki a tu co i rusz buba :) a to fotki dziecka na przestrzeni lat a to dokument worda którego tytuł jednoznacznie wskazuje na poufną treść, a to wyciągi bankowe z konta osobistego. Kredyty, akty notarialne, zestawienia zarobków czego to ludzie nie trzymają na służbowych lapkach. W jednym nawet mułek się trafił pełen bajek i gierek dla dzieci :D

Kurcze mając takie informacje w zamkniętym środowisku ma się w ręku potężną bombę zdolną zadać wiele cierpień. Ciekaw jestem czy ludki zdają sobie sprawę z tego że tyle danych zostawiają w laptopach które ponoć posprzątali. Nie mówię o takich sprawach jak historia przeglądarek czy oglądane filmiki które zostały w casche ale o twardych dokumentach których nie pokasowali.

Skoro ja widzę tyle “dobra” nie przeglądając uważnie to co widzi google desktop indeksujący wszystkie pliki?

Jedno select user adres where kredyt_jakiś_bank

na bazie użytkowników google desktop i już możemy zanieść analizę jakiś_bankowi gdzie jego akwizytorzy są mało skuteczni albo wręcz konkurencji żeby wiedzieli gdzie iść i to wszystko zgodnie z licencją na użytkowanie google desktop.

Jedno mniej legalne select user telefon where goła_ruda_baba.jpg i wiemy kogo interesują rude a jak jeszcze dodamy where prezes and zarobki >100000 możemy agencji towarzyskiej przekazać listę potencjalnych super klientów do których rude mają dzwonić.

Wcześniej czy później te dane wypłyną z googla bo trafi się ktoś dobry i złamie ich zabezpieczenia a wtedy wiele osób może się wstydzić tego co robiło i nie będą to już błahe “majteczki w korpeczki.mp3″ u ministra w laptopie ale np. słowa kluczowe jakich użył w rozmowie przez telefon wyprodukowany przez wielkiego G sądząc że voip jest bezpieczną technologią.

Ciekawe jak się ta awantura skończy przy nie pochamowanym apetycie googla na wszystko w sieci prywatność jako taka przestanie istnieć.

Podsumowanie: trzeba zacząć produkować swoje alternatywne osobowości żeby za parę lat ciężej było botom zanalizować co jest prawdą a co nie na mój temat. Chyba otworzę bloga o szydełkowaniu i uprawianiu sportu na którym będę rasistą i moherowym beretem :) to będzie wystarczająca zmyła :D

Byłem dziś na siłowni 5 godzin.

Tak na serio to nie na siłowni a w robocie nr 2 i siłowałem się jako robol z wiertarkami drabinami itd. Tak czy siak uszarpałem się do tego stopnia że ciało dołączyło do mózgu i jak robak jestem bezsilny.

Wracam do domu a tam błoga cisza tylko kot (śpi i nie narzuca się) i nikogo więcej :)

Miałem na obiad sobie zrobić schabik z grila, ale siły nie stanęło na coś tak męczącego. W drodze do domu za to kupiłem sobie browary, w tym jakiegoś nieznanego, co prawda jego cena poruszyła mnie trochę 1,8 zł  za 0,5 litra ale nalepkę miał ciekawą. Zgodnie z przewidywaniami ten nieznany wynalazek  to piwo-alpaga była 7% i masakra w smaku. Szybki rachunek sumienia wykazał że schabu w piwie jeszcze nie robiłem więc skoro mam piwo niepijalne to zepsujmy sobie i obiad ;)

Zepsucie nie wyszło (mięsko wyszło świetne nad wyraz) za to dietetyk odfrunie jak usłyszy co ja na obiady chcę jadać :)

  • Schab ćwierć kilo (te szczątki co się na kotlety nie nadają)
  • Piwo jasne ćwierć litra
  • Żółty ser (tylżycki) kostka 3cmx3cmx3cm
  • Bogata łyżka śmietany
  • Łyżka smalcu normalnego co się samemu ze słoniny wytapia i łyżka nibysmalcu (królewski w tym przypadku) kupnego takiego co ma wszystko cebulę morelę jabłko a nie ma smalcu w sobie
  • co nieco gałki muszkatołowej soli i pieprzu

Fotki niema bo wygląd przeciętny był i nie chciało mi się eksponować.

Mój schab to były 3 kawałeczki które od wczoraj w lodówce nasiąkały solą i pieprzem. Wrzuciłem je na patelnię ze smalcami tak że sobie głęboko pływały, obsmażyłem równo z obu stron, żeby woda ze środka mięska nie uciekała. W trakcie obsmażania oskrobałem na mięsko trochę gałki. Po kilku minutach smażenia wlałem browar i pogotowałem tyle czasu aż sosu zostało tylko nieco więcej niż przed dolaniem piwa. Kawałki mięsa wtedy pokroiłem (bezpośrednio w sosie na patelni) na taki rozmiar wprost do jedzenia. Ser żółty w cieniutkich plasterkach skroiłem do sosu, dodałem łychę śmietany i mieszałem aż się sosik ujednolicił. Koniec, gotowe.

Do sosu z mięsem wrzuciłem na patelnię porwaną na kawałki kajzerkę i pychota taka powstała że aż nie do wiary.

Zdecydowanie polecam wszystkim to danie!

Tylko 15 minut roboty, brudna jedynie patelnia no i rewelacyjny smak, jednym zdaniem, po raz kolejny wykoncypowałem świetny i prosty przepis.

Zapisuję tutaj żeby nie zapomnieć bo wielka szkoda by go było.

No może nie do końca bibliotekarski ale związany z książką :) ma swoją nazwę Kufel Historia Drukarstwa Polskiego

A pojemność jaka wow! jeden spokojnie by mi na cały wieczór wystarczył. Szkoda że nie jest zwymiarowany, ale 8 słownie osiem litrów piwa się w nim mieści.

W pierwszej chwili pojawił się pomysł aby sobie kupić na zakończenie studiów prezencik :) a potem kurcze ale jak tu pić 8 kilo piwa + waga porcelany z jakiej kufel jest zrobiony?  Nie to zdecydowanie nie na moje zdrowie, poszukam bardziej filigranowego jakieś 2 litry pojemności.

No i tym tropem idąc wymyśliłem kolejną fajną akcję. No, tak już mi się podoba pomysł, ale to będzie fajna niespodzianka że ohoho szkoda tylko że o ograniczonym zasięgu.