WordCamp Lublin 2017

Tyle już napisano o WordCamp Lublin że sam nie wiem czy warto coś jeszcze dodać.

Ogarnięcie jednej lokalizacji na spanie, wykłady, warsztaty i middle party to było mistrzostwo świata, w dodatku z grilem na dachu Lublina. Szymon i super ekipa wiedzą że mają mój szacun za organizację, bo im to mówiłem, ale powtarzam jak by tu trafili przez przypadek.Noc Kultury Lublin Inna sprawą jest że pewnie w totalnym amoku zamykania konferencji (po trzech ostrych dniach na nogach) pewnie wyleciało im to z głów, ale kto nie robił takiej imprezy to nie wie jak to jest.

Było świetnie na WordCamp Lublin

Zacznijmy od miasta, Lublin jak Lublin fajny, z koślawymi chodnikami, miejscami jak zatrzymanymi w kadrze takie wczesne lata 90 ubiegłego stulecia, miejscami z rynsztokami które nie są ozdobami tylko funkcjonującą tkanką miasta. Nie zmienia to faktu że mają również urokliwe miejsca jak to z balonami.

Ludzie jak to na WordCampie życzliwi i wyrozumiali (na innych konfach bym się raczej nie zdecydował gadać ze sceny) a tu nie ma problemu. Nawet jak profesor Dziuda czy profesor Pietrzak strofują to nie dla zasady żeby wykazać swoją wyższość, ale po prostu weryfikują głupoty w realtime żeby się nie rozprzestrzeniały. Generalnie poza trochę zamykającymi się w swoim sosie firmowymi klanami (co to zarazem mają wyjazd integracyjny i szkoleniowy) wszyscy byli otwarci na innych.

Organizatorzy #wcLublin błysnęli nowymi pomysłami zrobili gierkę która przegoniła ludzi po stoiskach co było napewno lepszą formą promocji niż zwykłe stolikowanie. Po za tym zrobili osobną ścieżkę warsztatów. Dobre to i złe zarazem, warsztaty z racji swojej specyfiki zajmują więcej czasu niż prelekcje. Będąc jednak pragmatykiem (z prelekcji będą nagrania z warsztatów nie) zapisałem się na dwa warsztaty. Zeżarły mi masę czasu i pokryły najciekawsze dla mnie prelekcje, ale nie żałuję. Aktywne uczestnictwo w nich zwróciło się wiedzą (choć dzieciątko nie dawało rady) i bonusami :)

Jak dla mnie mistrzem prezentacji w tej edycji został Tomasz Palak i wygrał socialmedia (choć uporczywie myślę czy nie ex aequo z Jakubem który ogłosił przerwę kawową która była potrzebna choć nieistniejąca w agendzie), wykład Daniela Wlaźlaka o SOLR był zbyt mądry jak dla mnie – coś tam rozumiałem ale to inna liga, na prelekcja Kamila Porembińskiego o skalowalnej architekturze  podniosła mi wiedzę o dostępnych możliwościach zarządzania skalą. Drugi dzień był luźniejszy, dla mnie wartościową prelekcją zdecydowanie była prezentacja Krzyśka Dróżdża.

Do zapamiętania – jak zobaczę w przyszłości jakąś prezentację z tytułem zawierającym sugestię że pagebuilder może być dobry to uciekam. Kolejny raz poszedłem na taką prezentację i kolejna porażka, najwyraźniej to niezależne od miasta i rangi imprezy. Co ciekawe również jakość tych prezentacji jest pagebuilderowa (w tym ciemnym znaczeniu).

Do zapamiętania 2 – bierz jedynkę w hotelu, albo współlokatora który nie będzie jak kukułka przylatywał co 2 godziny z tekstem „ale ze mną się nie napijesz” w chwili kiedy masz palnąć mówkę o 11 rano przed setką ludzi. #anipiciaanispania

Moje ulubione tegoroczne zdjęcie to „Czworaczki„.

Autor: Niedoszły Bibliotekarz

Dinozaur pamiętający czasy LOAD "*",8,1 oraz szczęśliwy posiadacz BBS-a przez tydzień. Wizjoner, z żalem w sercu obserwujący jak "dziki zachód" internetu upada na kolana pod wpływem polityków i korporacji. Aktualnie informatyk od tonerów w bibliotece publicznej, oraz techniczny w fundacji proekologicznej. Wyznawca synergii oraz Pastafarianizmu. Możesz go podglądać na Facebooku (ale do września raczej nic nowego nie zobaczysz) czy Twitterze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *