6 zalet małego handlu na osiedlu

Dziś po raz kolejny doświadczyłem wartości dodanej jaką daje kupowanie pod domem. Chciałem wziąć paczkę papieru toaletowego a sklepowa mówi żebym nie brał bo Żona już kupiła :)

Wspieram lokalne sklepiki pod domem bo:

  1. Jak zabraknie mi pieniędzy to sprzedawcy nie robią problemu i mogę donieść przy następnych zakupach albo wręcz dadzą wszystko na krechę. Jest to bardzo wygodne jak się „skoczy” tylko po chleb (z czwartego piętra bez windy) a na dole przypomni się że herbaty też niema :).
  2. Można wyskoczyć do sklepu (5 minut wystarczy) a nie robić całą wyprawę żeby odstać w kolejce do kasy godzinę i nakupić różnych „okazji”. Jest blisko więc nie płacę za dojazd (zarówno czasem jak i benzyną).
  3. Pani sklepowa wie jaki chleb jadam czy jaki papier używam i podaje mi go bez wahania a ja pozbywam się problemu odszukania pomiędzy 10 innymi gatunkami tego właściwego „mojego” papieru.
  4. Mam towar na zamówienie jeśli go potrzebuję tak było np. z proszkiem do zmywarki i innymi specyfikami teraz są w stałym asortymencie.
  5. Jak pisałem we wstępie sprzedawcy dbają o mnie, czasem doradzą co warto wziąć a czego nie. W końcu wiedzą co u nich leży długo i co mają drogie. W spożywczym jak Pani mówi ile coś kosztuje to znaczy że mam się zastanowić bo jest drogie u niej. Raz wręcz mi powiedziała że czegoś mi nie sprzeda! choć wyglądało ładnie.
  6. Mam świadomość że najczęściej zarabia bezpośrednio osoba która mnie obsługuje a nie jakaś korporacja dbająca tylko o prezesów. Taki układ jest zdecydowanie lepszy dla ludzi.

Pokażcie mi jakiś market z taką obsługą :) i taką wartością dodaną.

Nieprawdą jest w moim przypadku (sprawdzałem empirycznie) że mniej czasu zajmują zakupy w supermarkecie raz na tydzień, dwa. Chleb i tak trzeba kupić co drugi dzień a więc czemu nie wziąć przy okazji i innych towarów? Wracając z pracy ile czasu zajmie wstąpienie do drogerii pod domem po mydło minutę? Nie zmieściłem się nigdy w czasie poniżej 90 minut na zakupy do supermarketu i z powrotem. Czyli mam co najmniej  godzinę tygodniowo zaoszczędzoną i około 7zł na benzynie więc mogę spokojnie „przepłacać” w sklepach pod domem. Będę i tak do przodu bo zostaje mi w kieszeni to co nie wydam na różne pseudo promocje i inne naciągane oferty.

Supermarkety mają tylko jedną przewagę, surowe ryby dlatego co jakiś czas (2-3 miesiące) jadę do oszołoma i kupuję parę kilo świeżych  ryb bo wychodzi taniej jak się ją samemu zamrozi, niż gdy kupuje się rybę w lodzie pod domem :( niestety rybnego nie mam w okolicy.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: mózgownica

Autor: Niedoszły Bibliotekarz

Dinozaur pamiętający czasy LOAD "*",8,1 oraz szczęśliwy posiadacz BBS-a przez tydzień. Wizjoner, z żalem w sercu obserwujący jak "dziki zachód" internetu upada na kolana pod wpływem polityków i korporacji. Aktualnie informatyk od tonerów w bibliotece publicznej, oraz techniczny w fundacji proekologicznej. Wyznawca synergii oraz Pastafarianizmu. Możesz go podglądać na Facebooku (ale do września raczej nic nowego nie zobaczysz) czy Twitterze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *