Niedoszły Bibliotekarz

#więcejmięsanawordcampach

To jest wersja zminimalizowana, zobacz pełną wersję strony..

Rok temu w Gdyni wiele osób mówiło że za mało było WordPressa na WordCampie i całkowicie się z nimi zgadzałem, wstydząc zarazem bo miałem swoje 3 grosze w tym niecnym  procederze.

Kilka dni temu w Lublinie udało mi się wygłosić prezentację na temat backupów WordPressa dzięki czemu mam nadzieję było mniej siana na konferencji ;)  Owszem pokazywany core systemu tworzenia kopii zapasowej był wzięty z backupów programu bibliotecznego, ale dobrze się sprawdza w nowej roli. Wszystkie skrypty pokazane w prezentacji działają nawet w ubuntu z windows 10 :)

Wracając do tytułu by Dziudek (on tego taga wymyślił) zgadzam się i nie zgadzam zarazem.

Moja tegoroczna ścieżka pomiędzy warsztatami połączona z innymi prezentacjami była wystarczająco technologicznie mięsista. Jako mniej techniczny prezentacje nie techniczne złagodziły “ból” przyswajania twardych technologii. Dzięki udanej IMHO agendzie spokojnie można było wybrać mięso czy siano.

Nieuniknionym problemem (jak co roku) była jakość jednej czy dwóch prezentacji, trzeba by przemyśleć jak się przed tym bronić. A może w ogóle nie da się obronić przed nędzą, czy słabo wykonaną kryptopromocją produktu. Może by przyciąć zasady naboru prelegentów i bez np. trzech pozytywnych wystąpień na WordUpach nie wpuszczać na scenę?

Polemizując z Dziudka wypowiedzią żeby robić mniejsze dwa, trzy WordCampy, za to z pełnym podziałem na poziom/rodzaj treści to jestem na nie. Wydaje mi się że ciągle jest za mało aktywnych osób (organizatorów i prelegentów) w naszej wordpresowej społeczności żeby to miało sens. Z tego co widziałem po trzech latach od #wcwaw sporą część zespołu organizacyjnego stanowią te same osoby i brak mi przekonania że chciały by organizować sporą konferencję dwa, trzy razy w roku. Ten jeden raz w roku jest wystarczająco angażujący. Zgadzając się jednocześnie z ideą więcej WordPressa na WordCampie przychylałbym się raczej do wywalenia z agendy elementów typu jak zarabiać na WordPressie, życie freelancera, itd.

Z kolei kiedyś Caryca mi tłumaczyła że “czapka” chce właśnie takich miękkich tematów, że preferują mniej technologii więcej socialów.

Gdynia i Warszawa z tego co wiem mają całkiem sporą frekwencję ale żeby robić w nich coroczne WordCampy tematyczne to jakoś nie widzę. Nie wiem ale może jakieś inne miasto ma większy potencjał niż one. Myślę że trzeba by po prostu zaciągnąć kaganiec na tematykę WordCampa i tyle. Wystarczy spuszczać tematy zbyt odległe od WordPressa jako takiego i ustawić limit że maksymalnie 1/4 prelekcji to “siano wypoczynkowe” dla takich mniej technicznych jak ja.

Obawiam się że przy rozwodnieniu WordCampa na klika imprez w roku jego merytoryczna jakość dramatycznie spadnie.

Ewentualnie rozpadnie się na stricte wysoko technologiczną anglojęzyczną kierowaną dla developerów i siano typu “jak zarobiłem pierwsze 3 złote” dla freelancerów wsparte kryptoreklamą cudownych PagebuilderPro i gadką motywacyjną w stylu jesteś zwycięzcą. Wtedy ani na jednym, ani na drugim WordCampie nie będzie dla takich jak ja “ludzi środka” miejsca :( moim zdaniem rozbijało by to jednolitość społeczności.

Nie jestem zwolennikiem spędów na 1000 osób i nie chciałbym żeby WordCamp Polska kiedykolwiek tak spuchł, zostawmy więc freelancing i blogeriadę dla BFG czy BCP.

Całkowicie się zgadzam że małe imprezy są bardziej efektywne networkingowo i integracyjnie, właśnie dlatego warto pobudzać WordUpy, zaś WordCampa pozostawić jako coś specjalnego, takie coroczne święto społeczności WordPressa z syndromem odstawienia jak się konfa skończy. Ba może nawet limitując jego dostępność (wejściówki) dla tych co chodzą na WordUpy i ewentualnie jakieś 20% dla zachowania otwartości na innych ;)

BTW na #wclublin było świetnie jak by ktoś szukał tej informacji :)