Niedoszły Bibliotekarz

WordCamp Gdańsk 2012

To jest wersja zminimalizowana, zobacz pełną wersję strony..

Kolejna impreza w kolejnym mieście. Zaczynam być dumny że byłem na wszystkich tych spotkaniach. Co prawda w tym roku trema zeżarła moją pogadankę i mimo że była mniej hermetyczna niż rok temu nie wyszło to tak jak powinno. Na szczęście pomimo tradycji (wszak spotkanie odbywało się w Stoczni Gdańskiej) nie wywieźli mnie na taczce.

Z nieznanych mi przyczyn potraktowano mnie łagodniej od innych prelegentów i wyjątkowo publika nie domagała się ode mnie maskotki czy koszulki :D

Właśnie za lajtową atmosferę kocham te spotkania i tłukę się przez pół kraju żeby na nich pobyć, posłuchać, pogadać. Jak było widać na fotce Wojtka Równanka

Jako że w tym roku WordCamp przylegał do Blog Forum Gdańsk bardzo odczułem różnicę między tymi spotkaniami. Na WordCampie nie ma dystansu między sceną a ludźmi, i brak wyalienowanych „elit” udowadniających sobie samym że są jedyni. Każde wystąpienie nawet tego samego prelegenta jest co roku różne. Oczywiście są lepsze i gorsze wystąpienia ale jest klimat wspólnej imprezy. Tak się zastanawiam co by osiągnęli organizatorzy WordCampów gdyby mieli budżet porównywalny do Blog Forum Gdańsk.

Z ciekawostek to chyba skutecznie namówiłem organizatorkę żeby następny WordCamp (wrocław) miał tylko żeńskich prelegentów, ciekawie będzie zobaczyć WordPresa z babskiej perspektywy. Postulowaliśmy również o warsztaty ale czas pokaże czy postulaty będą uwzględnione. Jeśli się nie mylę to była by pierwsza taka wordpresowa impreza na świecie!

Wracając do opisu imprezy oprócz pogadanki Łukasz Więcek szalał, błyskał wyświetlaczem, lutował a w międzyczasie jakiś mikrofon do lapka sklecił komuś. Jego wykład był zdecydowanie inspirujący np. na aferku usłyszałem „Skoro na głupiej wtyczce można tyle zarobić to napiszę apkę”.

Marcin Pierzak miał dobrą pogadankę o sprzątaniu po wtyczkach na przykładzie własnych problemów (transfer wewnętrzny mieli taki sam jak transfer zewnętrzny). Szkoda że na poranne zagadki które prezentował się nie załapałem :]

Łukasz Rysiak z kolei pokazał next level (jak dla mnie) Google Analytics ponoć gdzieś u niego leży skrypt pozwalający ocenić czy artykuł został przeczytany w całości i czy był czytany czy tylko przeskrolowany po ekranie.

Musicie wybaczyć tą focię nie mogłem się powstrzymać jak zobaczyłem to old w nazwie…

Wydaje mi się że prezentacje na taką imprezę powinny zawierać tylko minimum kodu, chyba że jak Vokiel w ubiegłym roku się robi livecoding ale to inny typ prezentacji.

Chyba jedyną wadą (poza standardową wszędzie niewydolnością wifi) tego WordCampa była rozwalona agenda, wiem że to niewdzięczne dla organizatora ale czasu trzeba trzymać. Chyba że to był celowy sabotaż własnej prezentacji na którą wielu osób liczyło. Tak czy inaczej wydaje się nieprawdopodobne żeby jedna osoba sama tyle zorganizowała. Michał dzięki jeszcze raz.  Być może niektórym brakował skandowania z wiadomego powodu „Michał, Michał” i zadziwiło że tak szybko zamknęli knajpę, ale dla chcącego nic trudnego byli tacy co dali radę i zakończyli wieczór w paszteciarni przy śledziku :>

Głosowałem żeby łączyć te imprezy w czasie i terenie ale po 10 godzinach snu na 5 dób stanowczo zmieniłem zdanie, zdrowie już nie te, zresztą Łukasz i Konrad też zmienili :