Niedoszły Bibliotekarz

Grammar Nazi

To jest wersja zminimalizowana, zobacz pełną wersję strony..

Rano przeczytałem tekst dawno nie widzianej znajomej. Pod natchnieniem dyskusji zacząłem i ja pisać komentarz. A że się uzbierało myśli więcej niż na komentarz, bo temat dotyka jednej z moich słabości ;) to skrobłem tutaj.

Na początek postawię pytanie. Od jakiej zarobionej kwoty należy nająć korektora wpisów na blogu? Może korektorzy zaakceptują 50% od zarobionej przeze mnie na tym blogu kwoty.

Da to im zawrotną sumę 0 pln za ostatni rok blogowania (i 0 zł za poprzednie lata) na blogu który uważam za komercyjny, w odróżnieniu od blogowania prywatnego pod innym adresem. Nie dociera do mnie idea że jak dostanę dotację to mam zatrudnić korektora. Wybaczcie ale wolę dotację wydać np.  na bajery które opiszę ku radości czytelników zwłaszcza tych dla których są niedostępne.

Możecie drzeć szaty ale uważam że lepiej jednemu głodnemu więcej, dać miskę strawy (choćby w wyszczerbionej misce) niż kupić złotą zastawę i nakarmić o 300 głodnych mniej.

Opisując coś skupiam się na problemie i naprawdę ortografia z gramatyką nie mają aż takiego znaczenia dla mnie i zdecydowanej większości czytelników. Ponieważ czasu mam jak na lekarstwo, to wolę coś przekazać interesującego niż szlifować składnię z ortografią dla malutkiej grupki wybrańców wiedzących kiedy stawiać przecinek i rozróżniających czy właściwie jest sformułowanie „Mazowiecka zupa” czy „mazowiecka zupa”.

Nie mam chęci ani czasu polonistyki studiować, skoro w szkole gamonia nie nauczyli i przez 20 lat po szkole też nie, to nie ma sensu zgłębiać tej niewdzięcznej dla mnie dyscypliny. Opowieści o dyscośtam to zupełnie inna sprawa. Za moich czasów w szkole się było gamoniem i tyle, a że niektórym ambicja czy cokolwiek innego kazało z tym walczyć to tylko pozazdrościć lub współczuć, a najpewniej jedno i drugie.

Zresztą ślęczenie nad treścią jest to absolutnie nieekonomiczne. Nowy tekst z cenną informacją da mi +5 czytelnika, tekst z błędami da mi -0,001 czytelnika i +0,01 trolla. Zysk wyraźnie przewyższa koszty, więc na spokojnie mogę pisać co lubię, nie jak powinienem.

Już widzę sugerowane dzikie rzesze chcące poprawiać moje blogi za darmo, prędzej spotkam nieprzebrane zastępy korektorów chcące zarobić.

Grammar Nazi (był tu kiedyś jeden) ogarnijcie się. Może parę złotych zarobionych na blogu robi go komercyjnym, ale co z tego? mam całą uciułaną kwotę przeznaczyć na opłacenie korekty i redakcji? (pewnie żebyście mieli z czego się utrzymać).

Tak na serio to chyba nie tylko ja wolę aby czytali mnie ci których interesują moje treści, a nie sprawdzacze ortografii. Jeśli bym był tekściarzem, albo pisał opowiadania, specjalizował się w polonistyce itd. wtedy perfekcja składni i ortografii ma sens. Jest nawet konieczna bo świadczy o fachowości autora w jego dziedzinie. Ale na [B|b]oga (dopasujcie sobie rozmiar be sami) opisując jak się robi zupę mam się znać na robieniu zupy, nie na stawianiu przecinków.

Mam świadomość że zła składnia potrafi zmienić treść przekazu, ale do diaska to blog nie umowa międzynarodowa czy ustawa o podatkach gdzie przecinek stanowi wielka wagę. Jak czegoś czytelnik nie zrozumie może dopytać.

i tyle mojego zdania.

Acha jeszcze … po przeglądnięciu nowych komentarzy :)

Tych co czują się znieważeni moim lekkim podejściem do zasad pisowni uprzejmie informuję:

zanim zaczniecie mnie atakować wiedzcie że czuję się przez Was terroryzowany :>