Niedoszły Bibliotekarz

Polskie Biblioteki Publiczne: Promocja! 1/3

To jest wersja zminimalizowana, zobacz pełną wersję strony..

Fajną konferencję widziałem wczoraj

a momenty były?

no masz a najlepiej jak…

W sumie to nie wiem co najlepiej bo arbajt zawezwał mnie na linię frontu i musiałem opuścić konferencję „Polskie Biblioteki Publiczne: Promocja!” w połowie :(

Nie zmienia to faktu że i tak napatrzyłem się tyle że aż mnie przywrócono do porządku gdy na twittoprzekazie starałem się za wiele upchnąć w twity (thx Aga)

Zacznijmy od niedotarcia prezesa na rozpoczęcie, którego dzielnie zastąpił w powitaniach vice prezes (M. Zając) który zupełnie nie wiedzieć czemu określił się jako nędzny.  Przybyłych powitał też krótko i treściwie dyr. IINiSB D. Kuźmina. Chwała im obu bo zmieścili się w 5 minut nie marnowali czasu na androny, dobrze bo i tak czasu brakowało prelegentom na przekazanie wszystkiego.

Jako pierwszy mówił Marcin Leszczyński „Promocja biblioteki – czyli po co sprzedawać bezpłatne usługi”. Może nie było to porywające wystąpienie, ale ważne o tyle że zwrócił uwagę że nie wszystkie biblioteki mają świadomość iż uczestniczą w grze rynkowej. Jeżeli biblioteki mają istnieć muszą zacząć działać rynkowo, lansować się, budować markę, tworzyć relacje, dbać o PR. Mówił o konkurencyjności wobec innych instytucji kultury jak np. muzea, ośrodki kultury. Dobra prezentacja na początek wprowadzała w temat a teza o chwytliwej nazwie dla biblioteki przewijała się przez cała konferencję.

Nie wiem jeszcze jak jest naprawdę, ale na twitterze Maciej Dziubecki (któremu jakoś bardziej wierzę) zanegował wypowiedź prelegenta twierdzącą że w Niemczech katalogi biblioteczne on line są dostępne wyłącznie dla użytkowników zapisanych do danej biblioteki. Zastanawiam się też czy gość mówił prawdę w kwestii trzykrotnego zwiększenia budżetu biblioteki na Mazowszu po przeprowadzeniu przez nią lekcji bibliotecznej dla radnych. Jedyną taką akcję o której wiem przeprowadziła Bibla która zdecydowanie zdementowała informację o zwiększeniu budżetu. Jeśli ML nie mówił o jakiejś innej bibliotece i mijał się z prawdą to źle. Mająca nóż na gardle jakaś biblioteka zdubluje ten dobry pomysł a okaże się że tu guzik z pieniędzy :(

Nie tędy droga, promować dobre pomysły TAK, wzbudzać wiarę bibliotekarzy w siebie i własne działania TAK ale obiecywać gruszki na wierzbie prowadzi do wymarcia z głodu w oczekiwaniu na owoce. Z rzeczy które wynotowałem podczas tej prelekcji to:

 

Drugi prelegent Pan Nocnik „PR – pozytywne relacje! Kreowanie wizerunku”  wcale mi się nie spodobał (i nie tylko mnie). Najpierw ble ble ble o narzędziach w PR, ale gość zapomniał o całym aspekcie social media święcącym triumfy – nie tak rozumiem nowoczesność. Potem chyba w ramach kreacji wizerunku własna fotka na nocniku (jako przykład zmian), następne stracone 10 minut prelekcji poświęcił na autoreklamę (w tym jest niezły czyli potrafi jednak coś kreować). Opowiadał jako to (jako pracownik dużego gracza) się zajmował wielkimi korporacjami, jak to pracował gdzieś przy ministrach i jak skończył z własną firemką marketingową (ROTFL ale sukces). Nie wiem jak dla innych, ale jak dla mnie to była smutna opowieść o upadku, pokazująca jak to coraz mniejsze fundusze chcieli mu powierzać zleceniodawcy. Jak już się pochwalił zadał pytanie czy go znamy, czy wiemy kim jest? a ja z trudem się ugryzłem w język żeby nie wstać i powiedzieć „Tak wiem jest Pan gościem na nocniku!”, swoją droga to coraz bardziej żałuję że nie wstałem. Nie wiem może jestem totalnym głupolem ale jedno z jego kluczowych pytań nie daje mi spokoju

„Pójść w stronę Internetu czy Piaru?”

WTF? co autor miał na myśli? mam wybrać samochód czy benzyna? lody czy papierek od nich? Chyba jestem dureń bo poziomu abstrakcji tego pytania nie ogarniam :(

Choć w sumie nic ciekawego gość nie powiedział to było widać że jest przygotowany, prezentacja troszkę bogatsza wizualnie, wymusił na sali odpowiedzi, za jakiś czas przypomniał o sobie zadając „ważne pytanie” (choć nie bardzo na temat) przeszkadzając innej prelegentce. Tak gość zdecydowanie był przygotowany, przyszedł szukać jeleni co dadzą mu zlecenie. To była najmniej wnosząca prezentacja z tych które widziałem podczas tej konferencji. Po namyśle dodam że jednak osoby nie mające żadnej wiedzy o PR mogły usłyszeć coś nowego. Ja też się nauczyłem trochę jak się lansować (żadnej alternatywnej foty własnej osoby nie zamieszczę w autoprezentacji, to rozbawia ale psuje skojarzenia). Mam nadzieję że się nie obrazicie gdyż pozwolę sobie pominąć nazwisko tego pana (do znalezienia m.in. w programie konferencji)