Niedoszły Bibliotekarz

dylemat przy porannej kawie

To jest wersja zminimalizowana, zobacz pełną wersję strony..

Dostałem maila z zaproszeniem do promowania przez studentów zaocznych mojego instytutu informacji naukowej i studiów bibliologicznych. 24.04.2010 dzień otwarty IINiSB w BUW-ie, 10:00-15:00. Spowodował on moją rozterkę, z jednej strony mam chęć wspomóc instytut moją osobą, ale z drugiej nie chciałbym mu zaszkodzić, a są niestety aspekty które uniemożliwiają mi zachwalanie go w pełnym wymiarze.

I tak nieoczekiwanie dla samego siebie doszedłem do podsumowania toku studiów :)

Generalnie polecam studiowanie w IINiSB.

Poza jednym wykładowcą (który na moje nieszczęście prowadził przedmioty najbardziej mnie interesujące) pozostali się sprawdzają. Spotkałem tam wielu prawdziwych pasjonatów.

Wszystkich nie wymienię ale jak poszukacie we wcześniejszych notkach to ich znajdziecie.

Ulubieniec naszego roku czyta w 4 językach, posiada ogromną wiedzę tyle że jak prawdziwy naukowiec  ginie w tym co chce przekazać.

Wielki Specjalista który chyba nawet skarpetki pod wymiar składa, w czasie jednego wykładu uporządkował naszą wiedzę z poprzedniego semestru którą starała się z dość marnym skutkiem przekazać bardzo miła kobietka z BN. Nie ukrywam że to według mnie wykładowca nr1 instytutu.

Bardzo miło wspominam wszelkie ćwiczenia (są niestety obcięte na maksa) ilość wiedzy jaka z nich w przyjemny sposób we mnie pozostała bije na głowę wszelkie inne przedmioty. A to że się czułem jak przedszkolanka, analityk, aktor czy wykładowca, pozostanie w miłej pamięci :)

Jakieś zdziwienie się we mnie odzywa czasem, zwłaszcza kiedy czytam coś i dzięki zdawało by się zupełnie nieprzydatnym informacjom jakimi zostałem nakarmiony w toku nauczania wiem o co chodzi. Są wykładowcy którzy niewiele wiedzy encyklopedycznej wnoszą ale sposób w jaki opowiadają wyzwala spontaniczne reakcje np.  po jednych zajęciach ruszyła na starówkę wycieczka rocznika zobaczyć na własne oczy podniebie o którym wykładowca opowiadał.

Największą wadą trzy lata temu była komunikacja i organizacja w instytucie i to bynajmniej nie był mój problem pierwszoroczniaka. Nadal uważam że to nie rola studenta aby we współpracy z zewnętrzną firmą organizować szkolenie BHP. Wynajem sali, dogadywanie kto, co i kiedy będzie nam przekazywał, ustalanie kto jest płatnikiem i inne takie sprawy powinny być organizowane przez instytut a nie starostę 1 roku. Pocieszający jest fakt że zmieniła się dyrekcja i takich wtop więcej nie było.

Problem siatki zajęć pozostał ale jest szansa że w obecnych rękach się rozwiąże, widać symptomy wskazujące poprawę. Są również jaskółki pokazujące poprawę komunikacji. Powstała komunikacja mailowa pomiędzy instytutem a studentami (nie mylić z komunikacją indywidualna która działała i wcześniej) czego przykładem jest moje obecne źródło rozważań.

W obecnym roku do samorządu trafiły osoby których działanie jest odczuwalne, oby tak pozostało bo poprzedni samorząd jakoś był niezauważalny.

Generalnie zwłaszcza jak ktoś lubi historię to polecam kierunek, ale nowoczesnych treści się tu wiele nie nauczycie :(

Dobrą nowiną jest że na kilka przedmiotów idzie się po wpis, ale tych do których trzeba dziobać liczba jest zdecydowanie większa. Dobrą ofertą na złapanie punktów ECTS są zdalne fakultety przez internet z oferty UW, ale wymagały sporo pracy.

Odsiew na moim roku był znaczny studia rozpoczynało 150 osób na 6 semestr dotarło 50. I wiecie co zostały same bibliotekarki takie jak ja, w szarych mundurkach, upiętych koczkach siorbiące cienką herbatkę ;>